czwartek, 26 lipca 2012

LEŻAK, MIELENIE KAWY I BUŁY…


Jest!!! Skończony leżak stoi na tarasie i czeka na to, by w niego wpaść. Często na nim siadam, to mój ulubiony:) Staruszek to taki, że ho ho…ale czar w sobie ma. Wspominałam wcześniej, że leżak czeka na odnowienie, bo już go nadgryzł ząb czasu ale pogoda jakoś nie dopisywała. U nas kochani ostatnio słońce, więc robota leżakowa ruszyła pełną parą:) Papier ścierny o drobnej ziarnistości, gąbka do ścierania, pędzel, farba i gotowe. Oto efekty. Potem na leżaczku kawa ze starego, maminego młynka (och…cudowny aromat ziarnistej kawy, świeżo mielonej w opatrzonym sentymentem rodzinnym młynku). I jest super! Zapraszam na taką kawkę, pomielimy, posiedzimy…:)


 
Odnawiając wszelkie drewniane rzeczy pamiętajcie o usunięciu starej warstwy farby czy lakieru. Można to zrobić za pomocą wspomnianego papieru i ręcznie (co jest niezbędne przy wszelkiego rodzaju zawijasach i zagięciach), lub szlifierki i na wolnych obrotach, z gładkiej powierzchni również stare warstwy schodzą. Ze szlifierką jednak należy być bardzo ostrożnym, żeby gdzieś nam nie zjechała bo…ups…będzie widać nierówności na powierzchni. Następnie „odpylamy” czyli dobrze jest zebrać pyłki za pomocą mokrej ściereczki. Ja akurat nie zdążyłam tego zrobić bo jak nagle nie lunęło… Deszcz za mnie obmył szkielet leżaka, za to suszył się potem straszliwie długo. Pomalowałam farbą akrylową do drewna i metalu (taką, co to można ją stosować wewnątrz i na zewnątrz), a na koniec przetarłam gąbką do ścierania, robiąc drobne przecierki. Zapomniałam dodać, że malowałam tzw. suchym pędzlem. Malując mocno rozcieracie farbę na powierzchni, ale na pędzlu znajduje się jej baaaarrrdddzzzoooo mało, wcierać odważnymi ruchami:) I już jest. W ten sposób możecie przygotować sobie przedmioty np. do decoupage’u, pomalować ramki na zdjęcia i wiele, wiele innych rzeczy. Zachęcam wielce (o Elce)…

Wpadłam znów ostatnio w ferwor działań różnych-przeróżnych. Pogoda pozwala na spełnianie się w ogrodzie – chociaż przyznaję, że o wymyślaniu nowości na razie nie ma mowy, bo po wielkich deszczach muszę ogarnąć odchwaszczanie:) a potem może coś jeszcze wymyślimy z moimi chłopaczkami. Prace jakoś szły skokowo: ogród-deszcz-gumowce-ogród-deszcz-pomysł na bułki-gumowce-ogród-deszcz-deszcz-deszcz-bułki. Nio, upiekłam buły pyszne, słonecznikowe. Zgrabne kuleczki są proste w przygotowaniu i niedrogie, za to smaczne tak, że jakoś się szybciochem rozeszły. Przepis oczywiście poniżej i jejkuś kochani blogowi zaglądacze, nawet gdybym chciała podać Wam autora tego przepisu to nie da się…no po prostu nie ma autora. Przepis pochodzi z książki „Domowe Wypieki” wyd. Olesiejuk. Autora bądź autorów – brak. Książkę nabyłam w jednym ze sklepów sieci Kaufland za cenę 10 zł. Mają czasem takie wyprzedaże książek. 10zł=ponad 500 przepisów na ciasta, ciasteczka, baby itp. Zatem czytajcie i do dzieła, naprawdę proste.


Buły rosły, ja w tym czasie zmieniłam dekoracje okna w kuchni. Oto jak teraz wygląda. Tasiemki i serduszka pochodzą z ulubionej kwiaciarni, a właściwie już kwiaciarnio-kawiarni bowiem można tam, wśród kwiatów i wyszukanych bibelotów wypić kawę w dobrym towarzystwie, polecam i zachęcam, ul. Basztowa w Byczynie. Doniczki znalazłam w komisie już dawno, ale akurat mi się teraz przydały. W naszym domu żadne dekoracje nie są stałe. Wędrują sukcesywnie co jakiś czas w inne miejsce:) Ciągle coś zmieniam i Was także zachęcam do ulepszania, ‘upiękniania’ swojej rzeczywistości dookoła. W polityce szaro, w pogodzie ostatnio szaro, zatem w domach miejmy kolorowo i po swojemu. Nasze mieszkanka i domki powinny pokazywać nasze zainteresowania, gusta, to co nam się podoba. Indywidualizm i oryginalność mile widziane. Wieszajcie w wolnych miejscach Wasze wspólne zdjęcia, rysunki dzieciaczków, pocztówki od przyjaciół i to, co dla Was ważne. Nie mówię tutaj o zagraceniu przestrzeni, bo o to nietrudno. Mówię o tym, żeby było “po waszemu”, żebyście się dobrze czuli na kawałku własnej podłogi:)

 
Tymczasem zmykam i zostawiam Was z pewnym filmikiem TUTAJ Po obejrzeniu go będziecie wiedzieć skąd ta ręka na pierwszym ze zdjęć. Ten filmik obejrzałam dawno temu i wracam do niego co jakiś czas - wtedy, gdy brakuje myśli, jakaś niechęć ogarnia, taka jesień w człowieku nastaje. Wtedy kochani odpalamy „We’re all in this together” i już się wraca na właściwe tory:)  Zachęcam. A co Wy napisalibyście na swojej dłoni?

Pozdrawiam wakacyjnie
Wasza Zylwijka

Ps. Wyjaśniam, że można zostawić komentarz, nawet nie mając własnego konta na Google. Po wpisaniu tekstu w pole komentarza pod postem, po prawej stronie wybierz opcję ANONIMOWY (jeśli nie posiadasz konta) lub KONTO GOOGLE jeśli konto masz.
To tyle, papa.



3 komentarze:

  1. Oj Kobieto, jestem pod wrażeniem Twoich dzieł!!!;-)Przez Ciebie kupiłam sobie ostatnio "Weranda Country". To chyba dobry początek do zrobienia czegoś...;-)))
    GK

    OdpowiedzUsuń
  2. P.S. W Kwiaciarni poproś o kawę cynamonową;-)
    Dobrze, że mamy taką kwiaciarnie, nigdy nie wychodzę z niej z pustymi rękami;-)))
    GK

    OdpowiedzUsuń
  3. To bardzo dobry początek:) Uwielbiam Werandę Country, tez chyba zaczynałam od śledzenia tego czasopisma. A czas? Zawsze się znajdzie, nasze chłopaki czasem śpią:) Co do kwiaciarni to jest boska, też tam zawsze coś wynajdę, właściwie wszystko mi się tam podoba, mojemu portfelowi już mniej:):):)ale co tam. Pozdrawiam ciepło i...działamy:)

    OdpowiedzUsuń