środa, 3 stycznia 2018

Kto ma bałagan na biurku...

No głowa pęka od tych wszystkich postanowień w związku z nadchodzącym rokiem. Ta będzie chudła, ta zaczyna fitness jakiś tam wodny, ktoś naukę języka, spacery z kijkami, podróże małe i duże...Ech. Ja Wam powiem, że u mnie to cieńko z tymi postanowieniami w tym roku. Jak kiedyś zrobiłam to może do marca jakoś szło. Te kilogramy jednak nie spadały, starych znajomości nie odnowiłam, książek nie udało się przeczytać w założonej ilości, cukru nie udało się zastąpić ksylitolem, a utrzymanie siebie w nieustającej ekstazie pozytywnego myślenia jako się ulotniło. No klapło to wszystko samo. Za to ten rok rozpoczęłam stanowczym działaniem i ... posprzątałam w torebce!!! No Boziu, jakiego ona dostała życia!!!!!!!!! Mówię Wam, że te wszystkie postanowienia (w teorii) są nicestwem w porównaniu do radości, jaką niesie wnętrze torebki - przejrzyste, poukładane, bez zbędnych rzeczy, od przedawnionych tzw. pasków z pensją (no nie chcielibyście ich widzieć) zaczynając, a na rozgniecionym czekoladowym batoniku kończąc. No nic nie poradzę - tak wygląda prawda, poznajcie mnie i z tej torebkowej strony:)


To nie jest zdjęcie z mojej ręki i to nie jest też moja torebka. Ale jest w moim stylu, taka by wiele o mnie mogła powiedzieć. Ściorana taka, pachnąca prawdziwą skórą, z plamą od atramentu wewnątrz. Bo to w torebce to życie się przecież nosi, swój taki kawałek świata. Ja mam akurat tendencję do powiększania zawartości tego świata o różniste pierdoły i noszę to później:) No taki temperament. Ale dzisiaj w torebce czegoś szukałam i pyk - znalazłam, wszystko jak pod linijkę. Może do marca, co? To samo mam z biurkiem. Od zawsze. To może osobom niewtajemniczonym wyglądać na bałagan, ale ja wiem, gdzie co mam. Uwielbiam wręcz otaczać się papierami, lubię jak książka leży krzywo, ulotka z dobrą pizzą obok. Płyty zwykle jakieś też są, podręczniki, słownik, jakieś prace do sprawdzenia lub polisa ubezpieczeniowa. Nie wiem jak można mieć zawsze tak idealnie wysprzątane biurko, no nie poczyniam nawet wysiłku, żeby takie zapędy zrozumieć. Ja się nawet chyba boję takich ludzi z nieustającym, idealnym porządkiem: biurko, szafa, terminarz badań okresowych, kosz z prasowaniem, półka pod lustrem w łazience i w tychże miejscach wszystko pod linijeczkę - Jezu... Mi się wydaje, że jak jest taki bałagan twórczy to człowiek jakoś żyje jakby z większym rozmachem, z takim może polotem trochę. Nie ogranicza go to uporządkowanie. Mnie bynajmniej nie. Chociaż powiem Wam, że mówią też, że jak w torebce i na biurku tak w głowie i w sercu może nawet - że chaos czy coś. No trudno mi się do tego odnieść, może cosik tam w tym jest. Ale od czasu do czasu człowiek poukłada, ogarnie, selekcję zrobi to znowu na jakiś czas żyje w pewnym uporządkowaniu. Wszystko jest wtedy w torebce i w życiu przejrzyste, takie wyniuniane, no mucha nie siada. Do marca.

Z pozdrowianiami
Zylwijka:) i jej torebka.



















4 komentarze:

  1. Hmmm...odnośnie porządku w torebce. Zawsze mam niemiłosierny bałagan, co bardzo przeszkadzało mojemu Przemkowi ale do czasu... Gdy tak sobie narzekał, że nic nie może w niej znaleźć, moja mama uświadomiła go, że życie z kobietą, która ma porządek w torebce to tortura.Nie ukrywam,że lubię mieć ogólny porządek w domu ale to nie może być sensem naszego życia. Jesteśmy stworzone do wyższych celów�� W tym roku postanowiłam nic nie postanawiać. Najlepiej robić to, na co ma się ochotę w danej chwili!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bałagan w torebce musi czasem być!!!! Te szminki, klucze, rachunki:) Czasem jam się zrobi porządek to jakby oddech złapać:) Postanowienie o braku postanowień bardzo popieram:) No i te wyższe cele!!!!

      Usuń
  2. Chyba z rok temu dowiedziałam się co mam ja,to się nazywa nerwica natręctw.Nie mam siły opisywać co to ale wszyscy w rodzinie wiedzą że ja odpoczywać nie potrafię,teraz muszę zamieść piach po butach,potem umywalkę,ogarnąć w zlewie,poskładać pranie,ustawić krzesła,poprawić obrus,wytrzeć kurz,powiesić kurtki,rozwiesić pranie.....itd to jest strasznie męczące i nie wiem skąd to mam psycha zjarana ,śmieją się że nawet w ognisku robię porządek.Czy ja bym powiedziała że w moim domu on jest ,nie do końca,a ja ciągle swoje.Mąż kiwa głową gdy coś przybija lub sadzi na działce mówi-wiem wiem ty masz tą swoją chorobę,wszystko musi być prosto i równo .Mówię na nią prostata.Nie chcę jej mieć a pozbyć też się nie potrafię,czasem nawet myślę że tak się relaksuję,muszą być i tacy wariaci na świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu energia Cię ciągle rozpiera:) No niektórzy tak mają, że jak nie ma idealnie dookoła (w sensie porządku) to nie umieją odpocząć. Na świecie muszą być i tacy i tacy:) Wtedy się to wszystko jakoś wyrównuje. A "prostata" to nazwa w punkt!!! Pozdrawiam serdecznie:):)

      Usuń