Za oknem prawie zima. I to
zarówno pod względem daty, jak i krajobrazów za oknami. Co chwilę prószy wielkimi płatami, wiatr zimnisto podwiewa pod dachy domów. Kochani, i tak
długo mieliśmy piękną jesień!!! Słońce co rusz do nas zaglądało, temperatura super,
rowery, spacery, co kto chciał:) teraz czekamy na zimę, niektórzy już planują narciarskie szusowanie, inni myślą, czy zdążą
jeszcze z zimowymi oponami. Sama bardzo lubię śnieg, ale nie w takich
ilościach, które blokują mi dojazd do pracy. Owszem, bałwan, sanki i zimowe
kombinezony z rękawicami muszą być, ale jak już droga staje się nieprzejezdna
to czuję się nieswojo. Zima tworzy cudowne krajobrazy i możliwości wypoczynku,
ale wszystko powinno mieć jednak swoje granice:)


Powoli zbieram i kieruję myśli w
stronę świąt. Obiecałam sobie w tym roku, że zrobimy razem z moimi chłopakami
ozdoby świąteczne, dekoracje do domu i na dom. Póki co jakoś powolniutko to
idzie. Zwykle padam wieczorami ze zmęczenia, wprost zasypiam na stojąco i mimo
szczerych chęci nie da rady zabrać się za solidne rękodzieło. Za to porządki
ruszyły pełną parą – w kuchni się ostatnio zaszyłam i pucu-pucu szafeczki,
półeczki i inne takie. I wszystko w kuchni już błyszczy. Czekam na wolną
chwilę, żeby zabrać się za dalsze porządki no i wspomniane dekoracje. Póki co
podglądam regularnie różniste blogi, strony, magazyny i czasopisma żeby coś wybrać,
co nam będzie pasowało do naszego domku. Ilość ich czasami bywa przygniatająca
i wtedy jeszcze trudniej określić, co mi się podoba, a co nie. Skłaniam się ku
naturalnym ozdobom: szyszki, kartonowe zawieszki, sznurek jutowy, gałązki
modrzewiowe itp. można z tego wyczarować naprawdę cudowne rzeczy. Kluczem jest
znalezienie na to czasu. Jakoś ostatnio bardzo mi umyka, leci dosłownie przez
palce i mimo chęci, ciężko by zwolnił choć na chwilę. Rozwiązaniem idealnym
byłoby rozciągnięcie doby… W szkole pracuję na pełnych obrotach, nie tracę
chwili na niepotrzebne sprawy, ale mimo tego wciąż mam coś jeszcze do
załatwienia. Teczki z papierami do wypełnienia, czy przejrzenia ciągle są
pełne. Cały czas pędzę, żeby zdążyć na czas. Zawsze tak pracowałam, nie wiem
teraz czy jest po prostu więcej pracy, czy może ja mam wolniejsze tempo:)
i nie nadążam ze wszystkim na czas. Nie mniej jednak walczę dzielnie, gonię
wskazówki zegara i staram się ile sił.
Nasz ogród dziś bialutki jak nie wiem co. Robi się naprawdę bajkowo i wyjątkowo. Wyciągnęliśmy sanki, buty zimowe i nasze sportowe ciepłe kurtki i rękawice i jjjuuuuuhhhhuuuuu...na sankowy spacer. Niestety nasz mały buntownik nie bardzo dał się przekonać do szusowania w sankach. I w ogóle jest jakiś zszokowany widząc tyle śniegu!!!
Za to Mikołaja przyjął dumnie i bez cienia wątpliwości czy zawahania. Podejrzewam tzw. skapę, że to tato...
Ale i tak było śmiesznie:) To pierwszy świadomy Mikołaj więc uwiecznialiśmy wszystko na zdjęciach, jak tylko się da. Mam nadzieję, że Wasze Mikołajki przebiegły w równie dobrym nastroju, co nasze. Teraz pora myśleć o dobrociach świątecznych. Wkrótce pokażę, co tam działam w tej kwestii...bo jednak coś tam się dzieje. A i przepis na dobroć do podjadania też będzie. Tymczasem zimujcie ile się da!!! Papatki...mróz rozerwał gatki:)
Zylwijka